Polska: reforma praktyk w procesie kształtowania wynagrodzeń w sektorze publicznym

Na stronie Ministerstwa Finansów możecie zapoznać się z raportem* przygotowanym przez Bank Światowy w sprawie wynagrodzeń w sektorze publicznym w Polsce. Raport został opracowany na prośbę MF i zawiera różne informacje i oceny - z których podczas lektury wyciągnęłam własne wnioski. Ale to za chwilę. Celem raportu była próba odpowiedzi na trzy pytania:

  1. Czy system wynagrodzeń publicznych pozwala na utrzymanie skuteczniej kontroli nad zagregowanym funduszem płac?
  2. Czy pensje są wystarczająco wysokie, aby przyciągnąć i utrzymać wykwalifikowanych pracowników?
  3. Czy proces kształtowania wynagrodzeń jest sprawiedliwy i motywujący dla pracowników?

Proponuję teraz otworzyć raport i mieć go pod ręką, bo spojrzymy sobie na poszczególne punkty. Przede wszystkim: dlaczego MF zwrócił się do Banku Światowego o przygotowanie takiego materiału? Odpowiedź jest już na samym początku:

Głównym celem Ministerstwa Finansów w tym zakresie jest ograniczenie funduszu płac sektora publicznego w ramach ogólnych działań zmierzających do zmniejszenia deficytu fiskalnego.

 

Dalej jest mowa o tym, że wynagrodzenia indywidualne pracowników mogą być nieadekwatnie wysokie lub w innych przypadkach zbyt niskie w stosunku do wykonywanych zadań, a brak zasad wartościowania stanowisk, kształtowania płac i określonych jasnych zasad awansów może działać demotywująco.

Hmmmm... Pomyślmy chwilę. Mamy zasady wartościowania określone aktem prawnym? Mamy. Urzędy swoje zarządzenia w tym zakresie mają? Też mają... Wartościowanie było przeprowadzane? Było (aż by się chciało rzec: i to ile razy...).  I co? I guzik...

Piszemy IPRZety, planuje się ścieżkę kariery, pisze zapotrzebowania na szkolenia, plan szkoleń i sprawozdania, wypełnia ankiety dwóch rodzajów - żeby  móc potem ten IPRZ rozliczyć; w ocenach się rekomenduje z wyprzedzeniem czy pracownik ma szanse na awans, procedury naboru wewnętrznego też ileś stron zajmują (nie licząc protokołów, ogłoszeń itd.) a tu piszą, że nie ma jasnych zasad awansów. Co się nie zgadza w tej układance?

A może klasyk się kłania... Marcel Proust niejaki?

 

Nie będę cytować raportu ani odpowiedzi na wskazane wyżej pytania - sami poczytajcie. Mam tylko parę pytań własnych... na przykład:

W tabeli poświęconej urzędnikom służby cywilnej (strona 11) znalazłam takie oto zdanie:

W związku z tym, że przynależność do grona urzędników służby cywilnej wiążę się z konkretną osobą, a nie ze stanowiskiem, dochodzi do znacznych nierówności w poziomie płac. Osoby wykonujące identyczną prace otrzymują różne wynagrodzenie w zależności od przynależności do grona urzędników
służby cywilnej. Aby rozwiązać ten problem, Rząd może się zdecydować na powrót do systemu opartego na stanowiskach, w którym szczególne przywileje i wynagrodzenie zarezerwowane są dla określonych stanowisk wysokiego szczebla. 
Jak to rozumieć? Likwidujemy znów mianowania, które urzędnicy zdobyli na własny koszt i bez pomocy państwa? Czy może zostawiamy system jak jest i wypłacamy dodatek plus pozwalamy korzystać z przywilejów tylko tym, którzy mają 2 w 1: mianowanie i wysokie stanowisko? Bo nijak logicznie z tego zdania nie da się wysnuć wniosku, że stanowiska wyższego szczebla obejmują ci, którzy mają mianowanie (taki miało być kiedyś, o ile kojarzę).
 
Krótko mówiąc: demontujemy?
Niech mnie ktoś wyprostuje jeśli się mylę. Bo mam nadzieję, że się mylę...
 
Inna kwestia, która rzuciła mi się w oczy:

Pracownicy na tak zwanych „prostych stanowiskach” w sektorze publicznym zarabiają w przybliżeniu tyle samo, co w sektorze prywatnym. Można z tego wysnuć wniosek, że w przypadku wyższych stanowisk kierowniczych i merytorycznych płace w sektorze publicznym mogą być zbyt niskie, natomiast w przypadku stanowisk wymagających mniejszych umiejętności zbyt wysokie.

 

W połączeniu z pierwszym cytatem wniosek nasuwa się jeden - nie szeregowi pracownicy budżetówki ten raport zamawiali i nie wygląda to dla nich różowo. Autorzy raportu pisząc o podobnych wynagrodzeniach na podobnych stanowiskach zapomnieli o kilku podstawowych rzeczach. Na przykład o tym, że w budżetówce każda złotówka jest oZUSowana i opodatkowana. W sektorze prywatnym często część wynagrodzeń wpłaca się "pod stołem" (co, oczywiście jest nielegalne, ale nie zmienia to faktu, że w takich przypadkach godzą się na to obie strony). Druga rzecz - w przypadku członków korpusu s.c. - wiąże nas szereg ograniczeń. Na przykład nie wolno nam podejmować dodatkowego zatrudnienia bez zgody szefa; nie wolno nam publicznie prezentować poglądów politycznych, nie mamy prawa do strajku itd. - wystarczy spojrzeć w zarządzenie które zastąpiło kodeks etyki.

Zastanawialiśmy się kiedyś czy różnego rodzaju zakazy nie ograniczają naszych praw obywatelskich. Ale biorąc pod uwagę ostatnie medialne zapowiedzi w sprawie ratowania budżetu tym razem "nie kosztem obywateli" mam poważne obawy, że nas (czyli pracowników urzędów niższego szczebla)  za obywateli się nie uważa...

W wielu kwestiach z oceną autorów raportu się jednak zgadzam: sam sposób naliczania wynagrodzeń w sektorze publicznym czy wartościowanie (po raz kolejny...) zmienić warto. Kwotę bazową też dobrze byłoby powiązać z jakimś wskaźnikiem gospodarczym - zatrudnieni w tym sektorze (również na niższych stanowiskach) też mają wpływ na gospodarkę, bo są częścią rynku konsumenckiego. Realnie płace im spadają to i nie kupują. Handlowcy mają niższy obrót, producenci - mniejszy zbyt towarów (co prowadzi do redukcji zatrudnienia), spada PKB a do budżetu państwa wpływa mniej podatków.

Może to i oczywiste, ale...

 

*źródło: raport nr ACS 4446 Polska: Reforma praktyk w procesie kształtowania wynagrodzeń w sektorze publicznym - dokument Banku Światowego; autorzy: William Dillinger, Ewa Korczyc oraz Knut Rexed (konsultant)
Raport dostępny na stronie:
Joomla templates by a4joomla