Drukuj

my_smieciarzeZ każdej strony słychać o akcji "weź paragon" - z jednej strony cieszy, że akcję wspiera jeden z moich ulubionych rysowników - Andrzej Mleczko; z drugiej - gdzieś tam znów kołacze myśl o kosztach i o tym, czy zysk z akcji te koszty przerośnie czy nie. Możliwe, że tak - nic lepiej nie wpływa na dyscyplinowanie niezdyscyplinowanych niż nagłaśniane "zagrożenie".


 

 

Przy okazji mam kilka pytań do kolegów i koleżanek, którzy w akcji biorą udział.

1. Zapłacą Wam za to (chodzi mi o pracę w dni wolne i po godzinach) - czy znów mamy do czynienia z zadaniem bezkosztowym? Bo jeśli to drugie, to wykorzystanie w akcji wizerunku jelenia jest mocno uzasadnione. Oczywiście trzeba się przygotować na argumenty typu: jaka praca, to przecież spacery na świeżym powietrzu, nawiązywanie nowych kontaktów; a jak sprzedawca okaże się nerwowy, to i trening w sprincie - a sport to zdrowie.

2. Jakie macie pomysły na przekonywanie klientów, żeby brali paragony? Pogadanka? Wykład? Szeptanie do ucha zza pleców? Bo chyba nie będziecie się posługiwać hasłem akcji? Jakoś zaczepianie klientów słowami: "Nie bądź jeleń, weź paragon" nie wydaje mi się być zgodne z zasadami savoir vivre... Choćby dlatego, że nie wypada zwracać się do obcych ludzi per "ty", a już tym bardziej nie wypada w momencie pierwszego kontaktu porównywać ich do jeleni.


Jednakże niedocenianym pozytywem tej akcji jest rozwiązanie w pewnym sensie problemów małżeńskich... Bo przy najmniejszych podejrzeniach małżonka, że rosną mu rogi, żona zawsze może powiedzieć: "nie bierzesz paragonów - to rosną" ;)